Warszawski Supersam i jego tajemnice

Jeden z najlepszych przykładów powojennego modernizmu i zdecydowanie najciekawszy przykład architektury użytkowej we współczesnej historii Warszawy. Godny spadkobierca popularnej u progu dwudziestego wieku idei hal targowych, skupiających różne gałęzie handlu w w bardzo wielu przypadkach świetnie wykonanych gmachach. Wyburzenie Supersamu dokonane w roku 2006 spowodowało falę sprzeciwu mieszkańców aglomeracje, architektów, varsavianistów i zapoczątkowało trwającą do na dzień obecny dyskusję o braku poszanowania dla współczesnej architektury użytkowej.

Historia Supersamu zaczyna się na początku dwudziestego wieku, kiedy powstawały pierwsze plany zagospodarowania gruntu przy rogatkach mokotowskich. Określony zamiar zabudowy placu u zbiegu ulicy Marszałkowskiej z ulicą Puławską powstał jednakże dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym w pracowni wybitnego architekta Bohdana Pniewskiego. Nieopodal Placu Unii Lubelskiej stanąć miał monumentalny gmach będący siedzibą Polskiego Radia. Z powodu wybuchu drugiej wojny światowej tworzenia przenigdy nie ukończono.

Podczas odbudowy Warszawy, oczy urbanistów znów kierują się na trójkątną parcelę przy Placu Unii Lubelskiej. Na przełomie lat 40. i 50. powstaje intencja stworzenia w tym miejscu reprezentacyjnego placu, tzw. Puławskiego zamykającego Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową od strony południowej.  Ponownie nie dochodzi do realizacji projektu. Pod koniec lat 50. Mokotów zaczyna mierzyć się z poważnym problemem – paradoksalnie pomimo znacznych problemów z zaopatrzeniem, brakuje sklepów spożywczych i lokali gastronomicznych. Na łamach prasy problem mieszkańców tej części Warszawy jest coraz w bardzo wielu sytuacjach poruszany. ,Stolica” alarmuje, że Mokotów wypada tragicznie w przyrównaniu do innych dzielnic, jeżeli chodzi o metraż powierzchni handlowych. Wkrótce Ministerstwo Handlu Wewnętrznego postanawia wyedytować tę niekorzystną sytuację. Zostaje rozpisany konkurs architektoniczny na halę spożywczą przy Placu Unii Lubelskiej.

Wyłoniony w konkursie zespół projektowy nie mógł w ówczesnej Polsce mieć sobie równych. Centralne Biuro Studiów i Projektów Budownictwa Przemysłowego skupiało bowiem najwybitniejszych architektów, animatorów i konstruktorów, w gronie których znaleźli się między innymi Zbigniew Ihnatowicz, Marek Leykam, Stanisław Hempel czy Wacław Zalewski. Biurem kierował wówczas jeden z najzdolniejszych architektów XX wieku – profesor Jerzy Hryniewiecki.

Przed zwycięskim zespołem stanęło wbrew pozorom niewyobrażalnie niełatwe zadanie. W gronie chaotycznej zabudowy tej części miasta, na placu, na którym niegdyś planowano wznieść pełne zespoły monumentalnych gmachów, powstać miał parterowy w części jednopiętrowy pawilon handlowo-gastronomiczny o wymiarach 85×45 metrów. W części handlowej miały znaleźć się: sala sprzedażowa o powierzchni 1100m2, sala z artykułami gospodarstwa domowego o powierzchni 500m2 , a oprócz tego zaplecze o powierzchni 1000m2. Dział gastronomiczny planowano podzielić na część konsumpcyjną z barem szybkiej obsługi o powierzchni 400m2, część z barem kawowym powierzchni 100m2 oraz dodatkowo część z 800-metrowym zapleczem.

Zespół Jerzego Hryniewieckiego miał przed sobą zadanie nie tylko wkomponowania w różnorodną zabudowę niskiego pawilonu użytkowego. Podstawowym dylematem zostały rozwiązania konstrukcyjne, które umożliwią realizację projektu. Relatywnie niski budynek o dużej powierzchni miał bowiem stanowić jednorodną bryłę przykrytą wiszącym dachem. Wyzwaniem dla konstruktorów było znalezienie takiego rozwiązania, żeby nie było konieczności zastosowania odciągów na zewnątrz. Odrzucono także intencja zastąpienia odciągów skośnymi słupami rozpierającymi wewnątrz budynku, ze względu na fakt, iż zmniejszyłyby powierzchnię pomieszczeń sprzedażowych i gastronomicznych. W końcu zapadła decyzja o zastosowaniu innowacyjnego rozwiązania, które w roku 1965 przyniosło autorom projektu nagrodę honorową na Biennale w Sao Paulo. By ustrzec się przed zawaleniem 100-tonowych elementów konstrukcyjnych dachu – dźwigarów łukowych – konstruktorzy wpadli na pomysł zrównoważenia sił rozpierających ściany (w rzeczywistości słupy konstrukcyjne), poprzez zastosowanie technologii opartej na kablobetonowych, wstępnie sprężanych ściągach zakotwiczonych w przeciwległych słupach konstrukcyjnych. Dźwigary łukowe pełnić miały dodatkową rolę przewodów wentylacyjnych. Podczas prób doświadczalnych okazało się natomiast, iż eksperymentalna konstrukcja nie wytrzyma pod naporem ciężkiego, żelbetowego falowanego dachu. Pawilon nakryto lżejszym dachem wykonanym z desek, z zewnątrz okrytych blachą cynkową, od wewnątrz osłoniętych świerkową boazerią. Użycie drewna do przykrycia konstrukcji dachu wymagało implementacji materiału do wymagań przeciwpożarowych, zastosowano zatem specjalnie dla tych potrzeb wykonany bezbarwny lakier ognioodporny. Dzięki nowatorskim rozwiązaniom, grupie konstruktorów projektujących Supersam udało się uzyskać drugą, po Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki, co do wielkości powierzchnię niepodpartą w Warszawie.

Pawilon Supersamu właściwie nie posiadał zewnętrznych ścian nośnych. Na ścianę wschodnią i zachodnią składały się słupy służące jako oparcie dla łuków konstrukcyjnych przykrycia dachowego. Przestrzenie pośród filarami wypełniono taflami szkła. W południowej, parawanowej ścianie budynku, zastosowano aluminiowe ekrany, których celem było ograniczenie dopływu światła słonecznego do wnętrza obiektu. Z tego samego materiału wykonano również elementy stolarki , a oprócz tego część wyposażenia. Specjalnie dla Supersamu jedna z polskich hut wykonała lustrzane szyby o powierzchni 8 m2 i grubości 16 mm.

Wystrój wnętrz został utworzony i wyprodukowany poprzez wybitnych artystów, pośród których znajdowali się autorzy dwóch dużych kompozycji – małżeństwo Rechowiczów. Samoobsługowy bar Frykas został udekorowany abstrakcyjnym malarstwem ściennym, optycznie powiększającym przestrzeń. Jedną ze ścian hallu głównego obłożono mozaiką z kolorowych otoczaków. Za wystrój malarski baru kawowego odpowiadał znany artysta konceptualny Edward Krasiński, który pomalował pomieszczenie na czarno, zostawiając wyłącznie na ścianie mały czerwony pasek, charakterystyczny dla jego twórczości. Wszelkie artystyczne szczegóły wystroju wnętrz stanowiły wyśmienity kontrast dla surowych ścian i ogromnych połaci szkła.

Wraz z nadejściem lat 90. kolejne dekoracje znikały ze ścian Supersamu. Dawny bar Frykas zamieniono na restaurację szybkiej obsługi wielkiej, amerykańskiej sieci. Supersam działał jednak jeszcze wiele lat, dopóki teren nie został zakupiony przez . W roku 2006 finezyjny pawilon autorstwa największych architektów, konstruktorów i projektantów połowy XX wieku, jedno z najwybitniejszych dzieł polskiego modernizmu – przestał istnieć. Jego miejsce zastąpiło wzniesione z rozmachem centrum handlowo-biurowe, swoją architekturą nawiązujące znacznie bardziej do przedwojennych planów zabudowy Placu Unii Lubelskiej niż do delikatnej, fantazyjnej bryły Supersamu.

Niezwykła lekkość konstrukcji, baldachim dachu rozpięty nad halą sklepową, parawanowe ściany i panoramiczne okna, przez które do wnętrza wpadały promienie słoneczne grając na aluminiowych i niklowanych elementach wyposażenia wnętrz. Ekspresyjna i nowoczesna forma kontrastowała z zwyczajnym, użytkowym przeznaczeniem budynku na samoobsługowy sklep spożywczy i sklep z artykułami gospodarstwa domowego. Także zlokalizowanie tak niezwykłego obiektu na najbardziej wówczas wysuniętym na południe cyplu śródmieścia, pozostawia bez odpowiedzi pytanie czy ta lekka architektura ze szkła i aluminium nie została zepchnięta do roli dzielnicowego bazaru spożywczego lub nieudanej – ze względu na możliwości zaopatrzeniowe – próby naśladowania wielkich supermarketów położonych na peryferiach amerykańskich miast.

Czy budynek Supersamu do dziś stanowiłby jedną z wizytówek stolicy, gdyby zlokalizowano go w sercu Śródmieścia, w sąsiedztwie uporządkowanej urbanistycznie przestrzeni tętniącego życiem miasta? Podobne pytania cały czas w środowiskach przeciwników rozbiórki Supersamu powracają. Minęło ponad pół wieku od podjęcia decyzji o miejscu, w jakim powstać posiada duży obiekt handlowy, będący zapleczem spożywczo-przemysłowym dla południowej części Śródmieścia i Mokotowa. Supersam zlokalizowano na granicy dzielnic, w pobliżu planowanego dużego węzła komunikacyjnego, który miał zapewnić dobry dojazd do sklepu dla mieszkańców tej części ośrodki miejskie. Projekty splotu ulic Waryńskiego i Puławskiej, piesze kładki, przeprowadzenie ulicy Waryńskiego przez Pole Mokotowskie, budowa Mostu Łazienkowskiego czekały dopiero na realizację (nie wszystkie pomysły zrealizowano), a to właśnie z ich powstaniem wiązano nadzieje na zwiększenie natężenia ruchu na Placu Unii Lubelskiej i co za tym idzie, także w Supersamie.

Budynek wykorzystywany na sklep samoobsługowy usytuowano na w pewnym sensie wyspie, stanowiącej południową, zamykającą część Placu Unii Lubelskiej, na granicy Śródmieścia i Mokotowa, którą wyznaczyć miał skomplikowany węzeł komunikacyjny. Gdy ogłoszono konkurs na projekt budynku Supersamu, przed uczestnikami stanęło nieproste zadanie, z którym najlepiej poradził sobie zespół specjalistów Biura Studiów i Projektów Typowych Budownictwa Przemysłowego BISTYP. W skład zespołu autorskiego wchodzili znani polscy architekci: profesor Jerzy Hryniewiecki, Maciej Krasiński, Ewa Krasińska , a dodatkowo wybitni konstruktorzy: inżynier Stanisław Kuś, inżynier Andrzej Żórawski , a dodatkowo inżynier Wacław Zalewski. Autorom koncepcji udało się uchwycić charakter zakupów, jakie będą w tym miejscu dokonywane. Projekt swego rodzaju miał stanowić nowatorską wizję popularnej na przełomie XIX i XX wieku hali dzielnicowej. Stalowy baldachim dachu nakrył szeroką powierzchnię chodnika; powstała obszerna, niekrępowana siatką słupów i ścian nośnych przestrzeń dla handlu, widzianego też nowocześnie, jako skupiony w jednym miejscu samoobsługowy sklep spożywczo-przemysłowy. Paradoksalnie, zastosowane skomplikowane rozwiązania konstrukcyjne, przyczyniły się do obniżenia kosztów tworzenia sklepu. Nowoczesność Supersamu, oszczędność materiałów, użytkowanie naturalnego światła do oświetlenia wnętrz, przy jednoczesnym ograniczeniu dostawania się do środka od strony południowej najintensywniejszych promieni, to efekt pracy interdyscyplinarnego zespołu profesjonalistów z różnorakich branż. Natomiast podziwiana do dzisiaj, delikatna konstrukcja dachu to dzieło wybitnego konstruktora, profesora Wacława Zalewskiego.

Profesor Zalewski urodził się w 1917 roku, w Samogródku na Żytomierszczyźnie. Studia na Politechnice Warszawskiej rozpoczął przed wojną. W czasie Powstania Warszawskiego brał udział w walkach na Czerniakowie i w Lesie Kabackim. Po wojnie ukończył studia i obronił dyplom na Politechnice Gdańskiej. Po studiach pracował w Biurze Studiów i Projektów Typowych Budownictwa Przemysłowego BISTYP i prowadził zajęcia dydaktyczne na Politechnice Warszawskiej. Dzięki unikalnemu podejściu do produkowania, odnosił coraz większe sukcesy. Szybko zaczęto mówić o pracowni BISTYP ,szkoła Zalewskiego”. Odrzucał on myślenie oparte wiedzy o schematach konstrukcyjnych na rzecz skupienia się na samym problemie. Mawiał, że ,wytwarzanie, które zaczyna i kończy się metodami analitycznymi nie pozostawia miejsca na twórczą fantazję”. Myślenie poza stereotypami, twórcza wyobraźnia przestrzenna i wybitne zdolności przekładało się w kolejnych latach na niezwykłe efekty nie tylko konstrukcyjne, ale też miłe dla oka.

Wynikiem jego pracy stały się takie wizjonerskie rozwiązania konstrukcyjne jak katowicki Spodek, Supersam, Torwar czy dach stacji PKP Powiśle. Jego teoria przepływu sił wywarła duży wpływ na metody wytwarzania kolejnych pokoleń konstruktorów. Profesor Zalewski wyjechał w roku 1962 do Wenezueli jako profesor wizytujący Uniwerystetu de Los Andes w Mérida. Trzy lata w późniejszym czasie został zaproszony do Massachusets Institute of Technology, gdzie prowadził działalność edukacyjną do czasu przejścia na emeryturę.

Podczas prywatnych wykładów profesor Zalewski wywoływał pomiędzy słuchaczy zdumienie niezwykłą pamięcią i kojarzeniem matematycznym. Konstruktor, inżynier Stanisław Kuś wspominał: ,pamięciowe wyciąganie drugiego i trzeciego pierwiastka z liczb siedmio- i więcej cyfrowych, kwadraty liczb do tysiąca w pamięci, rzędne zadań parabolicznych i hiperbolicznych wyrzucane błyskawicznie z głowy”. Podczas wykładów dla studentów, omawiane konstrukcje ilustrował przy pomocy pozaginanego kartonu albo rozkładanych parasoli.

Profesor Zalewski jest autorem książki Shaping Structures (Kształtowanie Konstrukcji).  Jest także jednym z prekursorów techniki liniowo-prętowej opartej na zasadzie możliwie stałej wartości sił w poszczególnych elementach wzdłuż ich długości (kształtowanie na stałą siłę). W 1997 otrzymał tytuł doktora honoris causa Politechniki Warszawskiej Wydziału Architektury i Wydziału Inżynierii Lądowej. Jego dorobkowi poświęcono w wielu krajach na świecie masowe artykuły naukowe, wykłady, prelekcje i wystawy. Profesor Wacław Zalewski do obecnie jest aktywny zawodowo. W kwietniu tego roku przedstawił makietę wieżowca. W każdym momencie powtarzał, że wierzy w obliczenia, ale jeszcze bardziej w formę.